14

Listopad

Grzesiek

5

Wędrówki

2:0 dla Stromboli

Stan licznika przed wyjazdem: 68387.

Jak to mawiała moja babcia: „jak nie urok to sraczka”. Drugie podejście do Stromboli zakończone fiaskiem. Tym razem ulewne deszcze na Sycylii uniemożliwiły przedostanie się na wulkan. Cytując PAP: „Poważna sytuacja panuje także w Kalabrii na południu Włoch. W Vallomeno 4-osobowa rodzina uratowała się wchodząc na dach zalewanego przez strumień domu. W Mesynie na Sycylii zalane są drogi i autostrada prowadząca do Palermo.

Tak by to wyglądało w wielkim skrócie, a jak było naprawdę. Droga na południe była deszczowa, dopiero w okolicach Neapolu pojawiło się słońce, a razem z nim nasze morale wzrosły. Dobrze, że pogoda poprawiła się właśnie w tych okolicach, gdyż nauczeni doświadczeniem poprzedniego wyjazdu wiedzieliśmy że za Neapolem jest już tylko gorzej :) – tzn autostrada się kończy a zaczynają się roboty drogowe.

Zapchani typowo włoską pizzą i upojeni rewelacyjnym espresso ruszamy w stronie Villa San Giovanni skąd mamy zamiar popłynąć na Sycylię. Droga pomimo wykonywanych na niej robotach przebiega dość spokojnie jednak znów zaczynają nadciągać czarne chmury. Udaje się, wieczorem, coś w okolicach 19 kupujemy bilet na prom do Messine – a to oznacza już tylko, że dzisiaj staniemy / wjedziemy na ląd Sycylii.

Stoimy w kolejce do promu, zjeżdżające samochody są podejrzanie mokre, jednak tłumaczymy to sobie chlapiącą wodą i innymi anomaliami podczas przeprawy promowej. W końcu po 30min oczekiwania wjeżdżamy na prom. Obok nas parkuje autobus, a przez otwarte okno słyszymy ostrzeżenie żeby pozamykać wszystkie drzwi i okna bo może chlapać.

Płyniemy, ostatni raz taki sztorm przeżyłem płynąc z Lofotów w Norwegii. Gdy pierwsza fala wlała się na pokład, a zarazem do naszego samochodu (przez uchylone okna) stwierdziliśmy, że to właśnie takie fale musiały być powodem przez który wszystkie wyjeżdżające samochody były mokre.

Zjeżdżamy w Messine. Nasze „tłumaczenie mokrości” zostaje bardzo szybko skorygowane lokalną ulewą. Nie zbaczając na niesprzyjające warunki i nauczeni doświadczeniem jazdy po Sycylii ruszamy z impetem w stronę autostrady która doprowadzi nas do Milazzo skąd wypłyniemy na Stromboli.

Droga do Milazzo była drogą przez mękę. Nie dość, że ciemno to lało, że świata widać nie było, ale się udało zjechaliśmy do portu i o dziwo zatrzymaliśmy się w miejscu gdzie parkowaliśmy poprzednio. Tu spędzimy noc.

Przez całą noc deszcz nie przestawał padać, a jedynie grzmoty burzy przerywały ciągłe uderzanie kropel deszczu o samochód. Poranek wita nas ulewą. Nie da się nawet wyjść i zagotować wody na herbatkę. Zjadamy śniadanie i sprawdzamy pogodę. Okazuje się, że taki stan ma się tu utrzymać przez najbliższy tydzień.

Po śniadaniu zapada decyzja o powrocie. Szybkie przepakowanie i wyjeżdżamy z naszej „zatoczki”. Okazuje się, że jazda drogą to przeprawa jak przez strumyk. Woda na ulicy wysokości 10cm, co lepsze za rogiem widzimy samochody zalane „w pół”.

Wyjazd z miasta utrudniają tubylcy jeżdżący „pod prąd” uliczkami jednokierunkowymi, ale każdy ratuje się jak może. W końcu udało się nam wydostać i ruszamy na autostradę.

Sycylia - na drodze deszczowo

Autostrada okazała się być zalana oraz przywalona drzewami i błotem. Jazda ograniczała się co najwyżej do 60km/h – nie ma to jak słoneczna Sycylia :)

Sycylia - ruch na autostradzie lekko utrudniony

Tak wyglądała jazda autostradą:

W końcu udało się. Dojechaliśmy do Messine i wjechaliśmy na prom. Tutaj znów buja a radosny Włoch który zaparkował koło nas nie zaciągnął ręcznego i jego samochód jeździł sobie swobodnie po promie (jak w piosence „na lewo na prawo, w górę i w dół”) obijając sąsiadujące samochody. Na szczęście nas jakoś ominął.

Powrót. Wulkan znów z nami wygrał jednak była to tylko kolejna bitwa. Wojnę mam nadzieję wygramy my. Z lekkim rozczarowaniem kierujemy się w stronę powrotną. Przy okazji zajeżdżamy zobaczyć Pompeje i Wezuwiusz, których nie udało się odwiedzić podczas poprzedniej wizyty w tym rejonie.

Dla zainteresowanych załączam parę zdjęć z tegoż wyjazdu:

Stan licznika po powrocie: 73026.

« | »

5 komentarzy

Beata

Listopad 15th, 2010

proponuję wrócić tam po 26.12 ;-) i zabrać ze sobą Beatkę :D

Grzesiek

Listopad 15th, 2010

heheh no ja myślę, że jest to do zrealizowania. czas pokaże. oby pogoda dopisała jak rok wcześniej

anna

Grudzień 15th, 2010

Trafiłam przypadkiem, dziękuję za gościnę, za piękne zdjęcia , i życzę wielu udanych i pięknych wypraw a sobie relacji z nich i wielu , wielu zdjęć .
Pozdrawiam

Beata

Styczeń 28th, 2011

Grzesiu, zabierz się za robotę i uzupełnij relację :) „… po 26.12.2010 ” a co dalej, to Ty już wiesz ;-)

szubi

Marzec 23rd, 2011

hmmm, ja już słyszałam (ba nawet razem zrealizowaliśmy), że w walce ze Stromboli to 2:1 a tu dalej widnieje 2:0, może by tak wygospodarować trochę czasu na aktualizację :P