31

Maj

Grzesiek

6

Tajlandia-Kambodża

Na wschód tam musi być jakaś cywilizacja

Kijów o poranku

O ósmej rano wstajemy i robimy drugie podejście do zwiedzania Kijowa. Rano okazuje się ze jest to zupełnie inne miasto niż to które oglądaliśmy wczoraj. Rano wszystki służby porządkowe uprzatnely syf po imprezie a wieczorem byl jak po juwenaliach na miasteczku. Udało nam się odnaleźć owe cerkwie ze złotymi kopulami.

Kijów - cerkiew
Zwiedzilismy tez taka trochę nowoczesna cześć która to poleciła nam sąsiadka z samolotu. Tam tez Justyna znalazła sobie nowego zająca.

Na lotnisko

Obeznani w Kijowie ruszamy metrem na Kharkowska skąd zabiera nas 322 na lotnisko. Cena za autobus to 40 za dwie osoby. Ciekawosta jest ze taki ruch na lini Kijów – Bangkok. Samolot zapchany na maksa a nie należy do najmniejszych.

Bardzo długa doba

W Bangkoku wyladowalismy o trzeciej w nocy czasu lokalnego czyli coś w okolicach 22giej czasu polskiego. Jest to pora kiedy pojawiają się pierwsze moje oznaki zakończenia dnia, a tu dzień się ma już zaczac. Na lotnisku zalatwiamy wizę wjazdowa, czekając na jej wbicie do paszportu miło spędzamy czas do piątej.

Piąta i co dalej

Wizę mamy, plecaki tez dolecialy co tu dalej robić jak się człowiekowi spać chce. Justyna wzięła się za studiowanie informacji o połączeniach a ja rozgladam się po lotnisku. Masa ludzi śpi gdzie tylko się da a mi po głowie chodzi tylko jedna myśl by się położyć na godzinke. Znalazłem bardzo fajne miejsce pod schodami na poziom B1 gdzie rozkladamy maty i oddajemy się w ramiona morfeusza na jakaś godzinke.

Bo nowy dzień wstaje ….

Koniec leniuchowania, jedziemy do centrum. Wychodzimy z lotniska a tu jak by nas ktoś obuchem trzasnał taki gorącz. Wracam wiec spowrotem. Z poziomu B1 odjeżdża pociąg do miasta którym to zabieramy się do najbliższej stacji metra. Dojście do metra wymaga przekroczenia ulicy co wydawałoby się niczym specjalnym ale nie w Bangkoku. Tutaj pieszy ma chyba najmniejszy priorytet na drodze. Na szczęście paru tubylcow tez musi wykonać ten manewr wiec korzystamy z ich doświadczenia.

Chinatown

Zwiedzanie rozpoczynamy od chinatown. Gdyby ktoś zapytał mnie teraz od czego zaczac to powiedział bym „byle nie od chinatown”. Ciasno, brudno ze już o lokalnym zapaszku nie wspomnę (do których jednak można szybko przywyknac). Pierwsze kroki skierowaliśmy na dworzec Hua Lamphong który to ma być przykładem wyszukanej włoskiej architektury XIXw. Dalej przez chinatown ruszamy do Wat Traimit (XIII w) gdzie jest posag złotego buddy. Posąg ma wysokość 3m i waży 5t i najprawdopodobniej jest odlany z litego złota.

Świątynia Wat Traimit Złoty Budda

Zwiedzanie zwiedzaniem a ja czuje się jak prosiak na różnie tak tu gorąco. Zaczynamy powoli myśleć o noclegu bo chodzić z worami w tym upale nie jest łatwo. Nocleg znaleźliśmy tez w chinatown a dojazd do niego był pierwsza wyprawa tuk tukiem. Tu nadmienie ze przed wylotem nie raz czytałem ze Bangkok najłatwiej zwiedzić tuk tukiem jednak patrząc na mapę uważałem ze takie odległości to spokojnie można przejść – dzisiaj zrozumiałem w jak dużym błędzie byłem.

Wreszcie prysznic

Po spacerze w tym upale nie myśleliśmy o niczym inny jak o prysznicu i krótkiej drzemce. Dlatego tez były to pierwsze czynności jakie wykonaliśmy po zameldowaniu się. Drzemką przyplcilismy to ze większość obiektów do zwiedzenia została zamknięta, ale dzięki temu doswiadczylismy naganiactwa kierowców tuk tukow którzy z miła chęcią wszędzie nas zawioza jeśli oczywiście wstapimy do …. np. znajomego jubilera, jeżeli nie to cena jest dużo wyższa (można się targowac)

Ruszylismy w miasto i obeszlismy „z buta” niezły kawał, po którym stwierdzam ze właśnie chinatown jest najgorszym miejscem by zaczac zwiedzanie bo pierwsze wrażenie jest najważniejsze. Przy okazji zakosztowalismy tajskiej kury z orzeszkami i omleta z rzodkiewka. Nasze knajpy „chińskie” powinny przyjeżdżać regularnie na nauki tutaj ale bez sanepidu, bo gdyby nasz sanepid tu przyjechał to musieli by zamknąć chyba wszystkie knajpy.

Bangkok - jedzenie

Na dzisiaj tyle. Cały ten post pisany jest przy lokalnym piwku singha któremu to może daleko do tyskiego ale złe nie jest. Dobrze ze chociaż informacja o tym ze nie jest to bezalkoholowe jest nie-robaczkami.

Bagkok - browarek Bagkok - browarek

Jutro ruszamy do Kambodży wiec nie wiadomo czy uda się nam tam znaleźć jakies wifi by podzielić się wiescmi z indochin.

No i na koniec jeszcze dwa zdjęcia

Bangkok - Pagoda Bangkok nocą

« | »

6 komentarzy

Beata

Maj 31st, 2011

ogladamy i czytamy z Mirkiem Wasza pierwsza relacje..prysznic Grzesiu??? oj to musi niezle dogrzewac ;D

grzesiek

Czerwiec 1st, 2011

oj grzeje grzeje, a w sumie to jest bardziej duszno niz goraco, ale jakos daajemy rade. zobaczymy jak bedzie w kambodzy.

do uslyszenia.

Agata

Czerwiec 1st, 2011

jak narazie pięknie, oby dalej było jeszcze ciekawiej, zbierzcie trochę ciekawych przepisów na kurczaki z orzechami : ), nie karmcie cudzych słoni bananami : ), trzymamy kciuki : )

Grzesiek

Czerwiec 1st, 2011

@agata: jak narazie nikogo nie dokarmiamy, ale trzeba na każdym kroku uważać bo ktoś próbuje cię naciągnąć.

Feliks

Czerwiec 6th, 2011

Pozdrawiamy z Zurawicy wraz z wnukami-piekne widoki oraz historia jestem zafascynowany pozdrawiamy!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Grzesiek

Czerwiec 7th, 2011

My rownież pozdrawiamy dziadków z naszymi dziećmi z dzikiego wschodu.

Jeżeli masz tylko ochotę podziel się swoim komentarzem z nami