02

Czerwiec

Grzesiek

4

Tajlandia-Kambodża

W drogę do Siem Reap

Poranny Phnom Penh

Dzisiaj od rana zwiedzamy Phnom Penh. Najpierw udajemy się do Wat Phnom by zobaczyć to co poprzedniego wieczora było tylko ciemna plamą. Rano jest już tutaj dużo ludzi i masa lokalnych atrakcji. Przed świątynia mała dziewczynka dokarmiala słonia bananami
Phnom Penh - u nas niedźwiedź u nich słoń
My udajemy się schodami w gore gdzie lokalni handlarze oferują sprzedaż ptaszka by wypuścić go „na szczęście”. Jednak krakowskie sknerstwo szybko zareagowało i czym prędzej spławiamy ptasznika.
W okolicy świątyni baraszkowaly sobie wesołe małpki

Phnom Penh - baraszkujące małpki.

Po Wat Phnom udajemy się w kierunku pałacu królewskiego i Srebrnej Pagody (nazwa pochodzi od srebrnych płytek podłogowych którymi wyłożona jest pagoda). Gdyby ktoś tak dla lansiku chciał sobie taką strzelić w domu to trzeba dobry klej bo strasznie słabo się trzyma.

Phnom Penh - pałac królewski

Phnom Penh - podłoga w Srebrnej Pagodzie
W samym Phnom Penh do zobaczenia pozostały już tylko pola śmierci ale to zostawiamy sobie na kolejny raz. Na koniec kupujemy bilety do Siem Reap. Konkurencja wymusza ulatwianie klientom podróży jak się tylko da, przy zakupie biletu podaje się numer guesthouse i o umówionej godzinie podjezdża tuk tuk by nas zabrać i odstawić pod autobus.

W drodze to Siem Reap.

Autobus jedzie szumnie nazwana „National Highway” nr 6. Jednak jej standard sięga naszych zapomnianych dróg lokalnych którymi chłopi wożą drzewo z lasu. Jedyny plus ze czasami był asfalt.

Kambodża - national highway (główna krajowa)
Tłukliśmy się tak z 7 godzin z dwoma przystankami u zaprzyjaźnionych garkuchni aż w końcu docieramy do celu. Na koniec jeszcze lokalna obiado-kolacja dzisiaj krewetki z wieprzowinka w sosie miętowo-cebulowy razem z jakimiś algami smazonymi w tluszczu.

Kambodźa - kolacja
Po takiej kolacji to najlepiej ją czymś zalać, nabyłem więc lokalne piwo palmowe które w smaku przypomina naszego jabola dzień po zabutelkowaniu – no pić się nie da.

Jutro ruszamy na Angkor czas wreszcie coś pozwiedzac konkretnego.

« | »

4 komentarze

Beata

Czerwiec 3rd, 2011

Grzesiu, trzeba było gołębia z rynku krakowskiego zabrać z sobą i wypuścić na szczęście ;)

Agata

Czerwiec 3rd, 2011

ta droga wygląda fascynująco : )
a jak tam z WC ?

Grzesiek

Czerwiec 3rd, 2011

Beata: pewnie by wymienili golenia na ptaszki. Tutejsze kury są chudsze od krakowskich gołębi.
Agata: jak chodzi o ogólnie pojętą toalete to dbają o turystów i raczej jest ok, we wszystkich guesthousach warunki raczej dobre. Nie wiem jak w publicznych ale nigdzie takich nie widziałem.

Beata

Czerwiec 3rd, 2011

ponoc robia gdzie popadnie ;-) panie na lewo, panowie na prawo :D

Jeżeli masz tylko ochotę podziel się swoim komentarzem z nami