25

Sierpień

Grzesiek

7

Svalbard

Przygoda na koniec

Justyna gotująca posiłek

Nie chcąc tracić czasu (w końcu pozostało nam parę dni) wydumaliśmy jeszcze jedną przechadzkę. Opuszczamy więc ponownie Longyearbyean i kierujemy się w stronę lodowca longyearbreen. Morena tego lodowca to istny raj dla amatorów geologii. Kamyki na morenie to istny żywy album różnych kamieni z odbitymi skamieniałymi liśćmi. Naprawdę jest tu tego masę, zaczęliśmy zbierać ale co jeden to ładniejszy od poprzedniego (a przy okazji większy). Przed lodowcem stoji skrzynka. Wygląda jak skrzynka pocztowa i z daleka wygląda dość komicznie. W środku skrzynki znajdujemy księgę gości i notatki na temat posuwania lodowca. I tutaj widać, że nasz kłimat się raczej ociepla bo lodowiec się kurczy. Pozostawiamy po sobie znak (coś mało popularne miejsce wśród Polaków) i ruszamy przez lodowiec w górę. Planujemy dojść do dolny Endalen i nią wrócić do miasta. Wszystko szło po naszej myśli, tempo też było niezle a humory dopisywały. Mielismy Trollstein i zaczął pruszyć śnieg. Wieczorem przy kolacji ładnie nam padało i atmosfera była jak przy pierwszym zimowym śniegu. I tak całą noc. Rano silny wiatr wywiał większość śniegu a my ruszyliśmy w stronę doliny. Po ok 3km zaczął padać strasznie ostry zmarznięty śnieg a wiatr mieliśmy prosto w twarz. Po przejściu jeszcze jednego kilometra postanawiamy rozbić obóz bo iść sie dalej nie daje. Morale troche spadło. W nocy rozpętała sie niezła wichura i nasze namioty przeszły całkiem niezły testy odporniściowy. Na szczęście pomyślnie i obyło się bez ewakuacji. Wiatr nie pozwalał za bardzo na spokojny sen rzucając namiotem w lewo i prawo. Jedynie Kuba smacznie sobie spał. Liczyliśmy, że ranek przyniesie poprawę. Do południa brak poprawy, tzn śnieg już nie padał ale wiało tak, że gdy wyszedłem z namiotu to rzucało mną jak po flaszce słowackiej śliwowicy.
Czym prędzej spakowaliśmy nasz skromny dobytek i zarządziliśmy powrót. Mamy co prawda jeszcze trochę czasu jednak w sobotę do godziny 14 musimy oddać broń. Wizja przejścia w dniu dzisiejszym dystansu z dwóch poprzednich dni nikogo nie nastraja optymizmem. Jednak po drodze okazało się, że jakieś siły we wszystkich wstąpiły i tak też dotarliśmy pod miasto gdzie przy ognisku ze starego słupa elektrycznego, kisielu ananasowego wspominamy wyjazd na Svalbard. Bo właśnie teraz kończy się nasza przygoda. Jutro zdajemy broń i grzecznie czekamy do niedzieli na samolot.

Svalbard - biwak - sierpień

Lodowiec Longyearbreen

O poranku trochę sypnęło Dzień wcześniej jak wchodziliśmy to śniegu nie było

 

 

 

« | »

7 komentarzy

Feliks

Sierpień 25th, 2012

pozdrawiamy czas wracac

Feliks

Sierpień 25th, 2012

ile pozostalo Wam amunicji

Grzesiek

Sierpień 25th, 2012

Nie no amunicji trochę zostało. Jedną łuskę sobie na pamiątkę zostawiłem :-)

Beata

Sierpień 26th, 2012

hejka :) to wracajcie szczęsliwie :) do zobaczenia :)

Beata

Sierpień 27th, 2012

a ta śliwowica, to już będzie Ci towarzyszyć chyba do końca zycia ;-) wnioskuję, że od tamtej pory nic Cię tak z nóg nie powaliło ;-) no oprócz tej wichury teraz :)

Grzesiek

Sierpień 27th, 2012

Z tym powalaniem to się zdążyło ale jakoś tamten specyfik mi zapadł w pamięć. Jak i pewnie nie tylko mi.

Teto

Luty 23rd, 2015

Thanks JimMy wildlife book is not ready for egslinh yet, but it’s almost translated.I really like the D800, but the image files are very big, so you need a lot of power in you computer

Jeżeli masz tylko ochotę podziel się swoim komentarzem z nami