13

Sierpień

Grzesiek

2

Svalbard

Wreszcie na Spitsbergenie

Udało się. Dzisiaj o godzinie 1.10 w nocy wylądowaliśmy na wyspie Spitsbergen. Chłopaki padli już przed wylotem w Tromso i tak trzeba ich było co godzinę budzić. Podczas lotu od czasu do czasu spośród chmur wyłaniały się piękne acz surowe szczyty pokryte śnieżną pieżynką.

Pod nami pojawiają się pierwsze Svalbardzkie szczyty

Pod nami pojawiają się pierwsze Svalbardzkie szczyty

Podczas odbioru bagaży przysnęli na łotnisku tak też i my rozłożyliśmy się obok nich zwłaszcza, że na zewnątrz padało. Jak się śpi na lotnisku wie każdy kto spał a Ci co nie spali niech wiedzą, że się nie śpi najwygodniej.

Drzemka na lotnisku

Drzemka na lotnisku

W okolicach trzeciej zapadłem w sen a tu ni stąd ni z owąd przychodzi jakaś miła pani i pyta czy już odlatujemy. Ja wyrwany ze snu a tym bardziej zaskoczony pytaniem tak sobie dumam: toż dopiero przylecieliśmy. Coś jej wymameotałem, że my to rano do miasta a nie na samolot. Przemiła pani porzyczyła nam dobrego odpoczynku i oznajmiła, że lotnisko zamykają o 5tej. Tak więc gdyby ktoś chciał spać tu to odradzam. Zabraliśmy graty i rozłożyliśmy się na campingu obok lotniska. Camping ten szczyci się tym, że jest najbardziej na północ wysuńiętym pełnoprawnym campingiem. Rano przywitała nas pani campingowa i sprzedała lokalne plotki wraz z informacją o nadchodzącej pogodzie. Podobno w czwartek spodziewać się mamy opadu śniegu.
Śnieg śniegiem ale narazie i zimno i pada (jak to śpiewa Kazik Staszewski). Po południu, gdy wszyscy już dospali ruszyliśmy do miasta. Do Longyearbyen dojechaliśmy autobusem lotniskowym. Przemiły kierowca jechał po japońską wycieczkę więc nas podrzucił nie inkasując ni korony.
Longyearbyen, miasteczko wygląda tak jak sobie wyobrażałem. Żadnych zbytecznych budynków czy innych przybytków. Domki proste i konkretne. Ogródków oczywiśce nie ma bo i za dużo roślinności to tu nie ma :-)

Longyearbyean

Longyearbyean

Zakupujemy mapę oraz załatwiamy formalności takie jak wynajem broni. Tutejszy gubernator zarządził konieczność posiadania broni w przypadku opuszczania osad ludzkich. W końcu misiów polarnych jest tu ok 500 więcej niż mieszkańców. Flinta (kaliber 7.62) jaką wypożyczyliśy pamięta jeszcze czasy napadu na Westerplatte i lata świetności rzeszy Niemieckiej. Co też widać po wronie wybitej na lufie i roku 1939. Ale skoro sprzęt dobry to niechaj i będzie leciwy.

Flinta

Flinta

Po skompletowaniu wszystkiego co potrzebne i odiwedzeniu muzeum opuściliśmy miejscowość i ruszyliśmy w kierunku wschodniego wybrzeża. Dzisiaj dzień kończymy szybko bo wszyscy jakoś podejrzanie niewyspani.
A jeszcze co do spania to aktualnie panuje tu dzień polarny i słońce nawet nie próbuje się chować za horyzontem.

Zające w Longyearbyean

Zające na lotnisku Longyear

« | »

2 komentarze

Agata

Sierpień 14th, 2012

wiecie co ? jak tak na Was patrze, to Was podziwiam : )
nie dajcie się tym pięknym białym misiom, którego przedstawiciela widzę na znaku drogowym, trzymam kciuki !!!

Beata

Sierpień 14th, 2012

no ja tez tak nieśmiało chciałam powiedzieć, że podziwiam -ale nie chciałam się wychylać ;-) na lekkim bezdechu będę czekac na dalsze informacje. trzymajcie się!

Jeżeli masz tylko ochotę podziel się swoim komentarzem z nami