01

Sierpień

Grzesiek

0

Svalbard

Statek do Longyearbyen

Statek do Longyearbyean

Przedwczoraj wieczorem gdy relaksowalśmy się przed drogą powrotną dotarła do nas czteroosobowa grupka. Z ich planów wynikało, że planują wracać do Longyearbyen statkiem.
Podumaliśmy i postanowiliśmy również powrócić drogą wodną a pozostałe dwa tygodnie spożytkować w bardziej odludnych terenach.
Rano zadzwoniłem do pani przewoźniczki z pytaniem czy nas zabiorą czy też musimy się szybciej bookować w odpowiedzi otrzymałem informacje by łapać przewodnika grupy i z nim załatwiać, jednak nie powinno być problemu z zapakowaniem naszej czwórki na statek.
Spakowawszy manele ruszyliśmy po raz kolejny do Rosyjskiej osady. Pogoda zaczęła się lekko psuć i widoki nie były już takie fajne jak dnia poprzedniego. Prawdę mówiąc nie było widać nic. Jakieś dwa kilometry przed osadą zatrzymał się pojazd typu transit a kierowca mile zamachał czy chcemy by nas zabrać. Oczywiście skorzytaliśmy z okazji i zbaraliśmy się z nim. Kierowca nie mówił dużo po angielsku ale potrafił zapytać czy mówimy po rosyjsku. Nie był nazbyt pocieszony gdy usłyszał że tylko trochę. Droga mijała w ciszy. Żadna ze stron nie chciała zainicjować rozmowy aż w końcu się jakoś zaczęło. Po przelamaniu pierwszych lodów okazało się, ze nasz rosyjski jest w miarę komunikatywny a przy odrobinie chęci i języka ręko-angielskiego wzbogacilem zasób słów w wersjach rosyjskiej i również ukraińskiej ;-)
Kierowca dowiózł nas pod hotel i zaprowadził do pokoju gdzie na spokojnie mogliśmy zostawić graty. Zapewnił nas przy tym, ze tu nikt niczego nie ukradnie.
Zostawiliśmy plecaki i udaliśmy się do baru w celu obadania kto do osady zawitał. W barze słychać głównie język polski to grupa studentów zawitała tutaj. Pojawiło się światełko by popłynąć z nimi jednak tylu osób zabrać nie mogli. No nic czekamy na rejs regularny z Spitsbergen Travel.
Po niecałej godzinie pojawiła się wycieczka. Przewodnik bez problemu nas przygarnął na swój pokład i tym sposobem jesteśmy znów w Longyearbyen. Dzisiaj dzień odpoczynku. Od rana leje i przestać nie chce a przy tym nasze morale trochę spadły. Siedzimy w bibliotece i odpowiadamy na zaległe maile ;-)

A co do samego Barentsburga

Osada nie jest duża chociaż to druga pod względem wielkości na Svalbardzie. Wejście od strony Longyearbyen to stare opuszczone budynki. Na początku wyglada to trochę jak opuszczone miejsce lecz po paru metrach pojawiają się budynki obłożone nowiutkim aluminium albo czymś podobnym. Widać ze taka tu teraz moda bo wszystkie odnawiane budynki są w ten sam deseń. W samym centrum towarzysz Lenin spogląda na port.
Mieszkańcy to głównie pracownicy kopalni pochodzenia rosyjskiego i ukraińskiego. Poza kopalnia znajduje się tu hotel. Nie ma co liczyć na sklep z jedzeniem czy inne przyjemności – no chyba, ze alkohol to można nabyć w barze w hotelu. Pani w barze nie emanuje miłym nastawieniem i raczej wyglada na to ze klienci dla niej to problem. No chyba ze zagaduje się do niej po rosyjsku to wtedy jest dużo milsza. Gdy po raz pierwszy do niej trafilismy i zapytalem jej czy mozemy cos zjesc uslyszalem tylko takie stanowcze „nie”, chyba ze to co widac a widac pare czekolad i alkohol. Ale juz przy drugim podejsciu powiedziala mi zeby zostawic nr tel albo dzwonic wczesniej to moge dostac jakis obiad. Poza barem jest jeszcze zakładowa jadłodajnia z której unoszą się wspaniale zapachy a i jedzenie wyglada bardzo fajnie. Niestety nie dla osób z zewnątrz. Poza tym jest mała cerkiew na środku osady, szpital i apteka. I tak mniej wiecej wyglada cała osada.

Na koniec miś który wita wszystkich wchodzących do tutejszego sklepu

Sklep w Longyearbyen - miś przy wejściu

« | »

Jeżeli masz tylko ochotę podziel się swoim komentarzem z nami