Daleko za kołem polarnym

Jesteśmy juz daleko za kołem polarnym … ale wróćmy do początku. Pierwsze miejsce noclegowe okazało sie nie polanką a torem offroadowym. Rano wszystko sie wyjaśniło gdy się okazało, że stoimy na jego środku :-)
Ruszyliśmy dalej na północ, na początku droga była czarna, pózniej z lekką nalecialoscia sniegu aż zrobiła sie całkiem biała. Co gorsza na drodze nie leżał śnieg a zryty lód. Prędkość przemieszczania trochę spadła ale tylko nasza gdyż miejscowi jeżdżą jak by nawierzchnia była czysta i sucha czyli tak około 100ki. Skandynawom to dobrze im nikt nie zabrania używać kolcowanych opon.
Późna nocą mijamy koło podbiegunowe w Laponi. Zatrzymujemy sie na szybkie zdjęcie i ruszamy w poszukiwaniu noclegu. Po krótkiej chwili zjeżdżamy na mała boczna drogę by z niej uderzyć w pobliski las. Na koniec dnia jeszcze fajna przejażdżka w sniegu po kolana. W końcu parkujemy na zboczu pagórka (na dole było jezioro ale nie chcieliśmy juz ryzykować zjazdu gdyby sie przypadkiem okazało, że nie da sie spowrotem wjechać :-) )
Noc pochmurna. Nie widać ani jednej gwiazdy – no to i z zorzy dzisiaj lipa. Na dodatek zasięgu brak wiec i relacji nie było. Jest za to śnieg – multum sniegu. Chłopaki nie tracąc wieczora ruszają w okolice z łopatkami i jabłuszkami.
Zorzy niestety nie było.
Rano (jeszcze przed wschodem slonca) odpalamy kuchenkę by zagotować jedzenie. Chłopaki od razu ruszyli na górkę pozjeżdzac co i nam sie finalnie udzieliło :-)

Rodzinne zjazdy
Rodzinne zjazdy

Przy okazji wybraliśmy sie przez śniegi nad jezioro, które to całe zamarzło (jak i wszystkie inne w okolicy). Słońce powoli wychylało sie za horyzont.

Poranek na północy - zamarznięte jezioro
Poranek na północy – zamarznięte jezioro

Ruszyliśmy w dalszą drogę – generalnie startujemy niedługo po wschodzie i kończymy jazdę dłuuuugo po zachodzie. Dla niewtajemniczonych wschod jest tutaj o 10:40 a zachodz ok 12:20.
Dzisiaj mieliśmy niezła przygodę. Jadąc ujrzeliśmy stado reniferów spacerujacych po jeziorze chcąc im zrobic zdjęcie zatrzymaliśmy sie na poboczu. Jak sie pózniej okazało był to zasypany śniegiem rów który pochlanął nasz pojazd. Długo trwała walka by sie wydostać. Na szczęście jakis lokalny pojazd pomógł nam sie wydostać. Od tej pory postanowiliśmy sie nie zatrzymywać na nieodśniezonym poboczu.

20131230-222627.jpg

Droga biegła przez lasy, drzewa pięknie pokryte śniegiem (czego oczywiście nie uwiecznilismy bo nie było sie gdzie zatrzymać ;-) ), lasy powoli malały a dominującym drzewem stała sie brzoza karłowata – to oznacza tylko jedno – jesteśmy juz daleko na północy. Przejeżdzamy droga w okolicy przecięcia trzech granic i wjeżdżamy do Norwegi. Tu dopada nas śnieżyca. Sypie tak, ze nic nie widać. Jak to chłopaki określili – wyglada jak byśmy lecieli w gwiazdy. Niestety przez ten opad dzisiaj pewnie tez zorzy nie bedzie, ale zobaczymy. Zadekowalismy sie pod jakimiś drzewami, za oknem pada sobie leniwie śnieg a my udajemy sie w ramiona morfeusza :-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.