Ciężki powrót

W Nowy Rok wybraliśmy sie pospacerowac po Tromsø. W Norwegi jest to rownież święto narodowe wiec wszystko w około pozamykane. No i jak tu uczcić wydarzenia ostatniej nocy. Okazuje sie ze nasza znajoma pizzeria jako jedyna jest otwarta. No to uczcilismy sukces pizza i powróciliśmy na miejsce gdzie poprzedniej nocy obserwowaliśmy zorzę. Aktywność miała byc większa wiec i tłumów większych sie spodziewaliśmy. Na nasze szczęście okazało sie ze gromadka osób jaka była dnia poprzedniego była na jakimś zorganizowanym sylwestrze i dzien pózniej nie było juz nikogo poza nami i nią. Pojawiła sie późnym wieczorem i rozpoczęła swoj taniec na niebie. Ta noc była jeszcze lepsza. Można by to porównać odwiedzin Wawelu w noc muzeów i wejściem dla VIPa gdy oglądamy wszystko spokojnie sami.
Staliśmy nad fiordem i wpatrywalismy sie w niebo patrząc jak płyną zielone fale i tylko marudzenie chłopaków ze chcą sobie zdjęcie zrobic przerwało spokój nocy :-)
O poranku tzn o wschodzie księżyca, bo slonca tu nadal nie ma rozpoczynamy powrót do domu. Po drodze jeszcze pare drobnych spraw w Tromso jak wysłanie pocztówek i ognia do domu. Odpuscilismy miasto gdy nad naszymi głowami znów pojawiła sie zorza. No, choroba nie wiadomo kiedy znów bedzie okazja ja zobaczyć. Zatrzymujemy sie na parkingu by podziwiać te ostatnie z nią chwile. Dzisiaj ma byc bardzo duża aktywność wiec i widoki bedą fajne.
W dalszej drodze każdy myślał o noclegu gdzie można by jeszcze dzisiaj skorzystać. I tak sie stało, zboczyliśmy z głównej by jakaś boczna znów odbić na północ.
Piękne widowisko mamy dzis nad sobą a jutro juz niestety trzeba wracać do domu – jedynym pocieszeniem jest to, ze bedzie jakis dzien bo chociaż tutaj jest przez chwile w miarę jasno to jednak brakuje blasku slonca które w Polsce mamy przez cały rok. Nie mniej jednak tańcząca zorza polarna na niebie zapewne wynagradza im chwilowy brak slonca.
Justyna: Ja musze przyznać, że jeszcze bardziej sie zakochalam w północy po tych wspaniałych spektaklach, jakie sie odbywały nad naszymi głowami. Jadąc na zorzę w sumie to juz trzeci raz zastanawiałam sie jak ona tak na prawdę wyglada: jest wspaniała kiedy tak tańczy i mieni, jakby baletnice na scenie, zmieniając swoje stroje (a ona kolory). Czlowiek zapomina o całym świecie, tak sobie leży a Ona tańczy, jakby tylko dla nas, rozświetlając cała okolice. Wszystkie problemy i zmartwienia odchodzą gdzieś w sina dal. Mam nadzieje, ze ten Nowy Rok bedzie tak samo obiecujacy, jak zorza tańcząca po niebie. Ehhh znów sie rozmarzylam, wiec kończę i dalej wracam to podziwiania.

Zorzy ciąg dalszy
Zorzy ciąg dalszy
Zorza nad górami
Zorza nad górami

No i widziana rybim okiem ...
No i widziana rybim okiem …

4 odpowiedzi do “Ciężki powrót”

    1. Wojtek: tak jak Justyna napisała, wspominaliśmy Cię wieczorem i Twój wpis i naszą odpowiedź, że jeszcze nie ma co zazdrościć ale już powinieneś :) Ale polecam wypad na zorzę. Jak nie samochodem z domu to można samolotem do Tromso i tu sobie wypożyczyć coś by tylko wyjechać poza miasto. Wrażenia niezapomniane.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.