Perełka neogotyckiej architektury – pałac w Piekarach

Piękna sobotnia pogoda nie pozwalała nam za bardzo na siedzenie w domu przy kawce i ciasteczku. Chcąc wykorzystać aurę postanawiamy wyruszyć gdzieś przed siebie – nie daleko byle by ładnie i ciekawie. Na pierwszy rzut bierzemy ruczajowe łąki. Zamrożone kałuże  pękają pod naporem naszego pojazdu który dzielnie prze przed siebie. Trawy które jeszcze parę lat temu porastały tą okolicę znikają w zastraszającym tępie a wypiera je bezlitosny miejski beton.

Nic tu po nas – pomyśleliśmy i ruszamy na przeciwny brzeg Wisły. Może tu odnajdziemy jakieś ciekawe miejsce. Nigdy wcześniej nie zapuszczaliśmy się tą stroną wzdłóż Wisły. Gdy udajemy się w te rejony zawsze wiąże się to z przedłużeniem ścieżki rowerowej do Tyńca. Jednak strona przeciwległa oferuje nam wspaniałe widoki na opactwo w Tyńcu.

Tyniec - Ruszamy eksplorować dalej
Tyniec – widok na opactwo z przeciwległego brzegu

Woda w Wiśle była dość spokojna a i słońce pięknie oświetlało opactwo Benedyktów. Trochę zabawiliśmy w tym miejscu gdyż młodsza część rodziny odkryła połacie zamarzniętych kałuży które to można było bezkarnie rozbijać.

Widok na opactwo w Tyńcu
Opactwo Benedyktów w Tyńcu

Ruszyliśmy zatem dalej klucząc zaroślami, pomiędzy skałami w Piekarach, aż między drzewami dostrzegliśmy ciekawy dworek. Podjechaliśmy pod bramę zobaczyć go z bliska. Brama oczywiście zamknięta, widać, że kiedyś była tu tabliczka (pewnie informująca o tym, że teren prywatny), na dzień dzisiejszy brak ogrodzenia aż kusi by podejść bliżej i zobaczyć budowlę z bliska – co też czynimy. Widać że pałac (jak się później okazało) to kawał niezłej architektonicznej roboty, na dodatek otacza go stary park. Kiedyś musiało być to bardzo ładnej miejsce. Postanawiamy pokręcić się po okolicy i pozaglądać to tu to tam

Pałac w Piekarach
Pałac w Piekarach

Przez wybite szyby można zajrzeć do środka, a to co tam możemy ujrzeć potwierdza tylko jak wspaniale budowla ta była kiedyś wykończona.

Po powrocie do domu postanawiamy poszukać więcej informacji o tym miejscu i co się okazało. Owy pałac w Piekarach został uznany za jeden z najpiękniejszych pałacyków neogotyckich w Polsce – aż dziw, że wcześniej tutaj nie byłem a nawet, że o nim nie słyszałem. Niestety po nacjonalizacji pałac był adoptowany do różnego przeznaczenia – od szkoły (mieściło się tam technikum zielarskie) po szpital. Aktualni właściciele nie robią chyba nic w kierunku renowacji budynku. Co prawda od drugiej strony pałacu ustawiona jest winda budowlana ale i ją powoli pochłania przyroda, a szkoda.

Miejsce jest naprawdę godne polecenia do odwiedzenia. Zapewne wrócimy tam jeszcze gdyż ze względów technicznych nie wykonaliśmy pełnej dokumentacji fotograficznej.

Poszukiwacze skarbów – Geocaching

Czy pamiętasz jak w dzieciństwie bawiłeś się w poszukiwanie skarbów ? Zakopywało się gdzieś albo ukrywało „skarb” i obowiązkowo rysowało do niego mapę. Taka zabawa zawsze wzbudzała wiele emocji we wszystkich uczestnikach. Mapę skrzętnie się chowało, zdobywało albo zjadało by nikt skarbu nie odnalazł.

Kiedyś można się było tak bezkarnie bawić ale czy wypada to robić w ciutek starszym wieku ? Wiek w sumie nie gra roli, co najwyżej pozwala na ciekawsze poszukiwania. Dodatkowo na przeciw wychodzi nam zabawa terenowa jaką jest Geocaching. Zabawa ta polega na poszukiwaniu skrzynek ukrytych przez innych uczestników zabawy i odnotowanie swojej obecności w „księdze gości” czyli logbooku, odnotowanie tego faktu na stronie projektu, dodatkowo w skrzynkach możemy znaleźć jakieś fanty na wymianę ewentualnie gdy jesteśmy „szybcy” to i certyfikat pierwszego znalazcy skarbu.

Najpopularniejszym polskim serwisem jest opencaching.pl z zagranicznych opencaching.com czy gpsgames.org. Co do polskiego serwisu to wystarczy się na tej stronie zalogować by dostać się do mapy skrzynek i tu zaczyna się prawdziwa przygoda.

Zabawa początkowa była skierowana do użytkowników GPSów ale w dniu dzisiejszym dostępne są również aplikacje na tel z android-em (niestety użytkownicy tel spod znaku nadgryzionego jabłka nie znajdą dedykowanej aplikacji dla siebie – co nie wyklucza ich z zabawy). Finalnie wystarczy odbiornik GPS czy to w telefonie czy jakikolwiek inny z możliwością wprowadzenia koordynatów.

Rozpoczynamy od obrania celu czyli znalezienia sobie na mapie interesującej nas skrzynki. Gdy już obierzemy cel to zapoznajemy się z opisem jaki zamieścił autor oraz udajemy się w odpowiednie miejsce w celu eksplorowania okolicy :). Jeżeli koordynaty okażą się błędne/niedokładne to możemy posiłkować się podpowiedzią lub spoilerem (zdjęciem ze wskazanym miejscem). Gdy i to nie pomoże trzeba poczytać komentarze tych co znaleźli skrzynkę przed nami – tam można czasami znaleźć najcenniejsze wskazówki.

Co do samych skrzynek to mogą one być różnych rozmiarów, kształtów etc. mogą być zakopane, przyczepione na magnesie albo wciśnięte w jakąś szczelinę. Sam sposób chowania to jedno, inna sprawa to kwestia typu skrzynki. Najpopularniejsze skrzynki to skrzynki tradycyjne – czyli takie gdzie GPSowe koordynaty wskazują miejsce gdzie skrzynka jest ukryta. Inne (moje ulubione) to skrzynki quizowe – żeby znaleźć taką skrzynkę trzeba rozwiązać jakąś zagadkę by móc np. wyliczyć koordynaty gdzie skrzynka została ukryta (i tam też się udać i dokonać odnalezienia). Ciekawą alternatywą dla skrzynek quizowych są skrzynki typu letterbox – w tym przypadku nie rozwiązujemy zagadki a otrzymujemy wskazówki typu „10 kroków od brzozy na północ do drzewa z dziuplą, tam skręcamy w prawo i idziemy 30 metrów do … itd”.  Niezależnie od tego jak skrzynka jest schowana – zabawa przy szukaniu jest zawsze :)

Innym bardzo fajnym aspektem zabawy jest poznawanie od nowa swojej okolicy. Skrzynki najczęściej ukrywają osoby które znają ciekawe miejsca bądź historię z nimi związane. Dlatego warto czytać opisy bo może się okazać, że okolica którą (jak się nam wydaje znamy bardzo dobrze) bogata jest w ciekawe miejsca o których nie mieliśmy pojęcia. Ja w ten sposób odkryłem np. bardzo fajny zaniedbany dworek w okolicach Kańczugi o którym nigdy nie wiedziałem, dowiedziałem się o historii mostu dębnickiego w Krakowie czy o dzielnicy Brzezie w Gdańsku.

Ostatnia ważna część zabawy to umiejętność podjęcia skrzynki w miejscu publicznym. Gdy skrzynka ukryta jest w lesie lub w innym miejscu gdzie dużo ludzi się nie kręci możemy oddać się poszukiwaniom ale co innego gdy chcemy podjąć skrzynkę w centrum Krakowa (np. ukrytą w pomniku Adama Mickiewicza na krakowskim rynku [w trakcie tworzenia tego wpisu jest ona nieaktywna]). Trzeba się naprawdę mocno nagimnastykować by zrobić to dość dyskretnie. Ja gdy robiłem do niej pierwsze podejście metodą „na zagubionego turystę” to jakaś kobita która akuratnie czekała w miejscu gdzie ja szukałem już zaczęła mi się dziwnie przyglądać – dlatego też odpuściłem. Pewnie niecodziennie ktoś chodzi wkoło niej i dziwnie zagląda to tu to tam :)

I do sedna. Wpis ten jest połączony z pierwszą skrzynką jaką ukryłem w moich rodzinnych stronach czyli okolicach Przemyśla. Rejon ten jest dość ubogi w kesze a ciekawych miejsc jest tam pod dostatkiem. Wziąłem sobie za cel by ukryć skrzynki w miejscach które wg. mnie są ciekawe a mało znane. Na pierwszy ogień poszedł opuszczony kościół w Kosienicach.

Zapraszam zatem do szukania oraz do wspólnej zabawy.

Na koniec kilka ujęć kościoła w okolicach którego ukryłem skrzynkę oraz opis jaki pozyskałem od lokalnych mieszkańców

Krótka historia:

W czasach gdy Aleksander Stadnicki wraz ze swoją żoną Amelią z Siemieńskich byli właścicielami ziem kosienickich. Kosienice leżą u podnóża pięknego lasu gdzie hrabia postanowił wybudować karczmę. Jego żona była temu pomysłowi przeciwna twierdząc, że większym pożytkiem dla wsi będzie wybudowanie kościoła. Hrabia jednak nie ugiął się pod namowami żony i rozpoczął budowę karczmy. Amelia nie mogąc pogodzić się z wolą męża modliła się o niepowodzenie przedsięwzięcia.

Po jakimś czasie została wysłuchana i Aleksander zapadł na ciężką chorobę która ukróciła jego życie. Na łożu śmierci wyznał żonie, że postąpił źle i w ramach odkupienia swojej duszy a jako jego ostatnia wola poprosił żonę o zaprzestanie budowy karczmy i wybudowanie dla wsi kościoła.

Amelia chcąc wypełnić ostatnią wolę męża wybrała wspaniałe miejsce na górze w środku lasu gdzie rozpoczęła budowę. Miejsce to było nie przypadkowe gdyż wybudowany kościół miał być widoczny z okna dworu w Kosienicach. Na początku materiał potrzebny do budowy kościoła pozyskano z materiałów przeznaczonych na budowę karczmy. I tym sposobem Amelia Stadnicka wypełniła ostatnią wolę męża (o czym możemy przeczytać stojąc przed głównymi drzwiami kościoła).

Namiary na skrzynkę: tutaj

Smutna prawda o Beskidzie Żywieckim

Ostatni weekend rozpieszczał nas piękną zimową aurą. Grzechem było siedzenie w domu przy tak wspaniałej pogodzie. Korzystając z ostatnich chwil pięknej zimy postanowiliśmy odwiedzić Rysiankę. Wybraliśmy trasę ze Złatnej czarnym szlakiem. Ludzi oczywiście mrowie – ale co się dziwić każdy chce skorzystać.

Wreszcie cisza i spokój, można delektować się powietrzem trochę bardziej przejrzystym niż krakowski smog :) Sielanka jednak nie trwa długo. Co chwilę mijała nas jakaś grupa na skuterach śnieżnych  Po pierwszych dwóch pomyślałem, że może ktoś dowozi coś do schroniska na Lipowską lub Rysiankę. Ale szybko zostałem wyprowadzony z błędu. Co chwilę mijała nas grupa „zimowych offroadowców”.

W drodze na Rysiankę
W drodze na Rysiankę
Widok z Rysianki
Widok z Rysianki

Ostatni raz gdy byłem na Rysiance (a było to jesienią, trasą z Boraczej) na szlaku trzeba było ciągle uważać na zmechanizowanych – a to lokalsi patrolem tłukli się z góry a to jakieś hordy quadowych kierowców rozjeżdżały szlak. Załamany „mechanicznym” tłokiem liczyłem, że może chociaż w zimie będzie można spokojnie chodzić pieszym szlakiem nie uważając na pojazdy jak na krakowskich alejach.

Prawda niestety jest smutna – szlaki górskie rozjeżdżane są przez quady i skutery śnieżne i wiem, że przytoczona Rysianka to nie cały Beskid Żywiecki a jedynie jego małutki fragment, nie mniej jednak w moim osobistym odczuciu to miejsce straciło swój urok, bo jakaż jest przyjemność spaceru po lesie i nasłuchiwania ptaków gdy w oddali słychać dźwięk zbliżającego się pojazdu. Co poniektórych może dziwić moje narzekanie wszak sam jeżdżę tam gdzie dróg nie ma jednak zawsze staram się uszanować tą „drugą stronę”. I tak jak wspinacze dochodzący do ściany starają się nie brodzić po łanie zboża szczęśliwego rolnika posiadającego pole przy skale tak też normalni kierowcy offroadowi powinni uszanować piesze szlaki turystyczne, bo jak tak dalej pójdzie to w niedalekiej przyszłości po całodniowym marszu gdy dotrzemy do schroniska zastaniemy tam tabun samochodów i setki ludzi którzy przyjechali pogrilować sobie kaszankę na łonie natury.

A wracając do naszego wyjścia to przynajmniej powrót był szybki i przyjemny …

Szybki zjazd

Jesień w Pieninach

Jesień a Pieniny

Dzisiaj deszczowa niedziela a jeszcze wczoraj piękna jesienna pogoda nie pozwalała na siedzenie w domu. Korzystając z tej uroczej aury wybraliśmy się na krótki spacer w Pieniny by poszukać prawdziwej kolorowej jesieni. Ruszamy więc z Sromowiec Niżnych przez wąwóz Sobczański na Trzy Korony a później przez Ostry wierch w dół zielonym. Spacer faktycznie owocował pięknymi widokami i jedynie tradycyjna kolejka na taras widokowy Okrąglicy mogła trochę popsuć atmosferę jesiennej sielanki.

 

 

Czerwcowa Niedzica

Deszczowy tydzień potrafi zdołować najtwardszego optymistę. Na szczęście nadszedł weekend a wraz z nim zaświeciło piękne słońce. Takiej okazji nie mogliśmy przegapić, więc wyruszyliśmy odwiedzić zamek w Niedzicy. Droga widokowa przez Sromowce Wyżne i tym razem nie zawiodła. Podczas zjazdu do Sromowiec jest okazja by podziwiać wspaniałą panoramę Tatr majestatycznie piętrzących się nad polami pienińskimi. I tym razem Tatry  ukazały nam się w pełnej okazałości.

Widok na Tatry z drogi na Sromowce Niżne

Zamek był naszym dzisiejszym celem, jednak droga do niego prowadzi wzdłuż budek z pamiątkami a każdy kto ma dzieci wie jak ciężko obejść takie miejsce nie wydając za dużo. Na szczęście chłopaki napalili się tylko na oscypka który to nabyliśmy u niezłego lokalnego naciągacza, który naciągał na co się da każdą idącą wycieczkę (aż miło było popatrzeć z boku). Wizytę w Niedzicy zakończyliśmy na „pomoczeniu nóg” w jeziorze Czortyńskim.

Zamek w Niedzicy

Krokusowe Tatry

Każdy kto chociaż trochę zna Tatry wie, że wiosna w Tatrach oznacza piękne pola krokusów. Widywałem je już parokrotnie chociaż nigdy „z bliska” a widok „z góry” był zawsze ciekawy – połacie fioletu. W ten weekend, pomimo niezbyt sprzyjającej aury wybraliśmy się rodzinnie w poszukiwaniu owych krokusów – czyli spacer na polanę Kalatówki. Pomimo pogody która próbowała pokrzyżować nam plany udało się dotrzeć i popodziwiać coś co polecamy każdemu … a tych co nie dane jest im obejrzeć krokusy z bliska zapraszam do obejrzenia paru zdjęć uwieczniających nasz tegoroczny pobyt.