Znów w drogę …

Na Stromboli

Minęły już całe trzy miesiące siedzenia w domu, a to już jednak trochę za dużo i czas ruszyć ku przygodzie. Tym razem naszym celem jest wulkan Stromboli. Pierwszą przymiarkę do tego wulkanu robiliśmy w styczniu przy okazji wejścia na Etnę i Vulcano, jednak wtedy okazało się, że aktywność wulkanu jest na tyle duża, że nie można tam dopłynąć z Milazzo (tak przynajmniej twierdził miły pan w kasie promu). Miejmy nadzieję, że tym razem się uda – trzymajcie kciuki.

Stromboli - plaża

Dla tych którym nazwa Stromboli jest mało znana to dwie ciekawostki: wulkan jest wciąż aktywny i w nocy podobno można obejrzeć super widowisko gdy wypływająca lawa z wulkanu rozświetla mroki ciemności, a dla miłośników Tolkiena, ten właśnie wulkan był inspiracją dla Tolkiena gdy opisywał „górę przeznaczenia” (bądź też górę zagłady / w zależności od tłumaczenia).

Wracamy za tydzień, skład jak zwykle ten sam: ja jako kierowca, Justyna jako główny pilot i Kuba z Pawłem śpiew i rozrywka :)

Stało się …

Przenieśmy się do roku 1998. Zapalony młodzieniec z karierą geeka siedzi przed swoim Pentium 200 (przy świetle lampki z żarówka 100W o którą dzisiaj już ciężko) i walcząc z modemem 14,4 (albo juz 36) usuwa pliki z serwera KKI. W jego błyszczących oczach widać już wizję nowej strony domowej, a w głowie tylko jedna myśl – „zrobię tylko małą zmianę, odświeżenie i wrzucam z powrotem”. Nie wiedział wtedy jak bardzo się myli :-)

Wróćmy teraz do rzeczywistości – od wspomnianej chwili minęło 12 lat a strony jak nie było tak nie ma i pewnie nie było by jej nadal gdyby nie to, że chciałbym się od czasu do czasu podzielić jakimiś zdjęciami a nie mam gdzie :) Dlatego zapraszam do lektury i od czasu do czasu do obejrzenia tego czym chciałbym się podzielić.